Witam
Dziś postanowiłem nie pisać od siebie nic. Znalazłem w internecie ciekawy opis tripu po bieluniu. Ponieważ to gówno, z tego co czytam w internecie, staje się coraz bardziej popularną używką wśród młodzieży, postanowiłem go tutaj wkleić. Zgodnie z wolą autora nie podaję źródła.
„O bieluniu po raz pierwszy przeczytałem w internecie. Ponieważ posiadałem w domu kilkaset ziaren postanowiłem spróbować. Początkowo przyjąłem 20 ziaren, gdy poczułem lekkie oszołomienie trwające dłuższą chwilę, postanowiłem przyjąć następne 20. Jak się później okazało była to idiotyczna decyzja. A więc siedziałem dalej, jak zawsze przed komputerem. Nagle usłyszałem głośne chrapanie dolegające z mojego łóżka, leżał na nim jakiś pijak i spał w najlepsze. Co najśmieszniejsze wcale mnie to nie zdziwiło, wydawało mi się to naturalne. Bo przecież co dzień prowadzę przytułek. Podszedłem, więc do łóżka, szturchnąłem gościa i powiedziałem:
-Ej, co jest?? On na to odparł
-Sorry, pomyliło mi się.
I zniknął
Ja nadal nie widziałem w tym nic dziwnego, usiadłem do komputera i dalej pierdoliłem głupoty na gadu. Gdy tak siedziałem zobaczyłem, że do pokoju wchodzi mój pies, nie byłoby w tym nic dziwnego, tyle że on szedł jak człowiek. Usiadł sobie na fotelu, też jak człowiek, i zaczął do mnie nawijać, pamiętam ze tak śmiesznie ruszał wargami i miał zabawny akcent.
On: Co jest?
Ja: no co ty, jeszcze mnie nie popierdoliło, nie będę gadał z psem.
On: ale żeś się przyćpał, ja pierdole. Tak przy okazji, pijemy w sobotę?
Ja: spierdalaj, nie będę pił z własnym psem!!
Dalszej części rozmowy nie pamiętam, miałem już początki urwania filmu. Pamiętam, że siedząc dalej na kompie zachciało mi się siku. Poszedłem, więc do kibla, odlałem się, umyłem dokładnie mydełkiem ręce pamiętam, że je tak fajnie namydliłem, że całe były w pianie. Chciałem zakręcić wodę a tu zdziwko, ona wcale nie jest odkręcona, a na rękach zero mydła. Po tym zajściu postanowiłem położyć się już spać, żeby czasem nic więcej nie odpierdalać. Niestety, film urwał się całkowicie. Resztę wieczora pamiętam jedynie przez mgłę, pamiętam że chciałem skakać na główkę do łóżka, ale na szczęście nie udało mi się to. Gdy obudziłem się rano czułem się jak po zderzeniu z ciężarówką, cały czas słyszałem uciążliwy świst w uszach, jednak najgorsze było dopiero jak zwlekłem się z łóżka. Wszystko było masakrycznie rozmazane, nie było mowy o czytaniu, znalezienie czegoś do jedzenia w lodówce odbywało się na zasadzie macania. Gdy udało mi się „ustabilizować obraz” przed lustrem zobaczyłem, że mam zajebiście wielkie źrenice, makabra, nawet po MJ takich nie mam.
Jeszcze kilka razy brałem nasiona, nigdy już nie miałem jednak takich faz, choć przyjmowałem dużo większe dawki (40 ziaren to naprawdę mało).
Z perspektywy czasu widzę ż branie tego chujstwa było debilną decyzją. Do dziś widzę skutki, choć wszystko działo się już ładny kawałek czasu temu. Nie raz się zawieszę na jednym punkcie, i choć myślę sobie, że musze przestać, popatrzeć się w inne miejsce to nie mogę, po prostu ciało oddziela się od mózgu. Zauważyłem też sytuację, gdy na moment tracę całkowicie słuch. Już nigdy do ust tego śmiecia nie wezmę.”
I jak wam się podobała opowieść?? Bo mi bardzo. Ja na pewno tego nigdy do ust nie wezmę, do tego trzeba być niezłym pojebem. Taka życiowa opowieść zniechęca do używek lepiej niż wiele szkolnych pogadanek. Zachęcam do komentowania.
Pozdrawiam, lipa.