Idę do sklepu kupić marny kawał chleba i
Babka mówi “O, to znowu wstrętna ty”
Chcę przetrzymać w marnej windzie kilka cichych chwil
Krzywo patrzą się – Nienawidzę ich…
Gniew… mój gniew!!!
U fryzjera wraz z włosami ucinają łeb
Krzyczę krwawiąc, by ktoś uratował mnie
Razem z raną próbowali szybko język zszyć
Znowu uciekłam im, ciągle jestem i…
Będę mówić to co chcę
O tym, co wciąż boli mnie
Krzyknę prosto w oczy ci
Ból, syf dusi mnie
Jestem inna, czuję to
Nie zrozumie mnie już nikt
Wcale nie dbam o to więc
Pieprz się! Milcz! Giń!
Gniew… Mój gniew!!!
Rośnie we mnie gniew!!!
Gniew… Mój gniew!!!
Został mi mój gniew!!!
maj 6, 2008 at 21:15
Nadal jesteś conajmniej rok w plecy
maj 7, 2008 at 05:19
Chodzi Ci o nieistnienie O.N.A., czy o coś coś tam??
maj 9, 2008 at 17:56
Raczej o tempo poznawania pewnych rzeczy
slabo Ci wyszlo czytanie lastfmow
maj 9, 2008 at 20:10
O.N.A. znam nie od dziś
Po prostu kąt patrzenia na tekst zależy od punktu siedzenia i wstawienia 
Na lastfmie nie byłem już ładne parę miesięcy.