X: Drukarnię opuściłam czterdzieści lat temu. Wiele się wydarzyło w mym życiu przez ten czas. Pół świata zobaczyły me spracowane stronnice. Niejednym powietrzem już oddychałam i niejedne oczy cieszyłam moimi literami. Pamiętam na przykład mojego pierwszego właściciela. Strasznie nierozgarnięty facet. Czytywał w pociągach, w przerwie śniadaniowej, nawet spacerując. Średnio przypadł mi do gustu. Na szczęście tylko tłuste ślady paluchów pozostawił, nic ponadto. Bo już drugi (który szczęśliwie podkradł mnie flejtuchowi) był zupełnie inny. Czytywał zawsze wieczorami i robił notatki przy co ciekawszych wersetach. Oj, jak przyjemnie łaskotał jego miękki ołówek po mych – młodych jeszcze stronach. Wniósł do mnie sporo. To był naprawdę mądry gość. Chyba każdy następny czytelnik rozczytywał się w jego zapiskach i niekiedy dumał nad nimi dłużej niż nad drukiem. Potem była taka cudna dziewczyna. Muza, jutrzenka, bogini wręcz. Miała zwyczaj czytania podczas siedzenia po turecku – niczym przedszkolak choć spokojnie z szesnaście wiosen już przeżyła, jednak pasowało to do niej. Spójrzcie na stronę 148. To mój stały przyjaciel. Czytała wtedy na pomoście nad jakimś jeziorem, ma pamięć zawodzi i nie pamiętam jego nazwy. Ten mały pajączek wszedł nieopatrznie między strony i pozostał tam na zawsze. I choć spłaszczone ciałko zdaje się nic nie mówić, gawędzimy sobie czasami. Ale tylko podczas dłuższych postoi na półce. Żałowałam, że tamta Mała mnie oddała. Cóż taki już mój los. Następnie był długi ciąg beznamiętnych ludzi (na wzór pierwszego czytelnika). Nie ma co się o nich rozpisywać. Brudne łapy i łapczywe połykanie słów. Brrry. Warto jeszcze wspomnieć o pewnej parze. Najpierw on czytał rozdział i komentował go na pustej karcie poprzedzającej nowy. Potem ona robiła to samo. Prowadzili coś na wzór dialogu. Na frontowej okładce ona napisała swoją recenzję, na tylnej on. Ach, dziwactwa zakochanych. Teraz stoję na półce u zacnego doktora. Przeczytał mnie ze smakiem w swojej pracowni. Jeśli znajdziesz jakiś siwy, sztywny włos w moich zmarszczkach to wiedz, że pochodzi z jego brody…
Y: Drukarnię opuściłam miesiąc temu….