Dojrzewa domorosłe wino,
Już je pokątnie spija tato
I tylko patrzeć lada chwila,
Babie lato, babie lato.
Już resztki ciepła senne lepkie
Ochryple gdzieś chałturzą świerszcze,
Jabłka są kwaśne gruszki cierpkie,
To już jesień, to już jesień.
Za chwilą senna chwila cieknie
To już wrzesień, to już wrzesień.
A było lato przecież jeszcze
Opalenizna ci nie zeszła,
Tak artystycznie grały świerszcze,
Że las od tego drgał na przestrzał.
Dni rozpalone noce parne
Ćmy zlatujące się do światła,
Jagody tak jak oczy czarne
Gdzieś na bezludnym końcu świata.
Stare piosenki, nasze chwyty,
Stąd na ciele kompielów,
Muchy, komary, parazyty,
Węże, pijawy, jeże, mrówy.
Letni zwierzostan zwinął skrzydła
Śpią gady ssaki i robaki
Babiego lata nić przebrzydła
I te przebiegłe pajęczaki.
Ubrali ludzie ciepłe dresy,
I jeszcze pulowery na to,
Bo tylko patrzeć lada chwila,
Babie lato, babie lato.
Wnet rozpajęczy się aż miło,
Wątłe wrześniowe Babie lato.
